Nowy adres 29,99

March 29, 2006 by

Przenieśliśmy 29,99 pod nowy adres – 2999.pl.

Kopia bloga pozostanie na razie tutaj, ale nowe notki będą pojawiały się już tylko na 2999.pl. Zaktualizujcie adres w swoich ulubionych oraz w czytniku RSS (nowy adres feed-a RSS to http://2999.pl/feed/).

Niestety, pod nowym adresem nie ma archiwalnych komentarzy.

Kolonizują Internet!

March 23, 2006 by

Ludzie rzadko uświadamiają sobie przełomowość okresu, w którym żyją.

Tym spostrzeżeniem Tomasz Goban-Klas rozpoczyna swój tekst poświęcony społecznym problemom telekomunikacji.

Zwykłym człowiekiem z pewnością nie jest magnat medialny Rupert Murdoch, który niespełna rok temu określał się mianem „cyfrowego immigranta”. Dziś, gdy News Corporation – jeden z największych światowych konglomeratów mediowych – po kilku spektakularnych przejęciach stał się jednym z najważniejszych internetowych graczy dorównując zasięgiem takim gigantom jak eBay, MSN czy Google, jego prezes i dyrektor zarządzający staje na czele awangardy nowo-mediowej rewolucji.

W wystąpieniu, które miało miejsce dziesięć dni temu, Murdoch zwraca bowiem uwagę na to, że technologie takie jak sieć WWW, używane przez miliony ludzi nie tylko do rozrywki lecz przede wszystkim do edukacji, sprawiają, że władza przechodzi z rąk właścicieli i zarządzających podmiotami medialnymi w ręce nowej generacji konsumentów:

Power is moving away from the old elite in our industry – the editors, the chief executives and, let’s face it, the proprietors. A new generation of media consumers has risen demanding content delivered when they want it, how they want it, and very much as they want it. […] I believe that the fusion of technology and science allied to the natural creativity embedded in the human spirit will enable us to surmount the dangers we undoubtedly face, and forge a better world for all of us. And equally I believe that what is loosely called the media will play a crucial role in shaping that destiny by facilitating the flow of ideas and the interaction of creative minds. Never has the flow of information and ideas, of hard news and reasoned comment, been more important.

Co więcej, według 74-letniego prezesa News Corp, prędzej czy później Internet stanie się głównym kanałem biznesowej i społecznej komunikacji oraz dostępu do informacji i rozrywki. Oczywiście, co przyznaje sam Murdoch, nikt w tej chwili nie zna recepty na sukces w tym Nowym Świecie. Zwraca jednak uwagę na to, że nowe technologie zazwyczaj umacniają media już istniejące a każde nowe medium sprawia, że starsze stają się bardziej kreatywne i bliższe konsumentom.

Co ciekawe przemówienie Murdocha miało miejsce na spotkaniu istniejącej od 1403 roku londyńskiej organizacji The Worshipful Company of Statnioners and Newspaper Makers, która w XVIII wieku broniła monopolu branży wydawniczej walcząc z pierwszą angielską ustawą określającą okres ochrony praw autorskich. Datowany na 1710 rok „Statut królowej Anny”, będący gwarancją rozwoju kultury opartą na ustanowieniu równowagi pomiędzy interesem wydawców a korzyściami dla społeczeństwa wynikającymi z powstania domeny publicznej, był przez angielskich księgarzy zaciekle zwalczany a później ignorowany.

Echa tych zmagań słychać do dziś. Wszelkie regulacje prawne przedłużające okres ochrony praw wydawców to jednocześnie ograniczenia dla rozwoju kultury. Tymczasem, o czym pisze Lawrence Lessig w „Wolnej kulturze”, w Stanach Zjednoczony w ciągu ostatnich 30 lat, w wyniku nacisku najbardziej zainteresowanych, okres ten wydłużony został trzykrotnie sprawiając, iż "kontrola procesów twórczych, która na początku była drobną regulacją, obejmującą niewielki fragment rynku twórczości, stała się jedynym i najważniejszym regulatorem wszelkiej istniejącej twórczości".

Oczywiście „najbardziej zainteresowani” to konglomeraty takie jak News Corp, których powstanie w wyniku zmian w zakresie koncentracji i integracji mediów jest według autora „Wolnej kultury” zjawiskiem, które tak naprawdę sprawia, że problem regulacji prawnych związanych z prawami autorskimi staje się istotny. Według Lessiga koncentracja mediów ma bowiem znaczący wpływ na treści przez nie przekazywane:

Produkty takich ogromnych i skoncentrowanych sieci są coraz bardziej podobne do siebie. Coraz bezpieczniejsze. Coraz bardziej sterylne. Produkty programów informacyjnych takich sieci są w coraz większym stopniu dopasowywane do przesłania, które sieć chce głosić. Nie jest to partia komunistyczna, ale od wewnątrz musi to ją trochę przypominać. Nikt nie może kwestionować decyzji bez narażenia się na konsekwencje – niekoniecznie na zesłanie na Syberię, ale na pewno na karę. Opinie niezależne, krytyczne i odmienne są tłamszone. Nie jest to środowisko dobre dla demokracji.

Lessig pisząc o tym, że sama koncentracja mediów jest mniej zatrważająca niż jej charakter, powołuje się zresztą na artykuł Jamesa Fallowsa o Rupercie Murdochu, którego firmy "tworzą teraz system produkcji o nieporównywalnym stopniu integracji".

Sam Murdoch odnosząc się do obaw tradycyjnych producentów i nadawców treści związanych z pojawieniem się na horyzoncie istotnych zmian w modelu konsumpcji mediów przyrównuje firmy eksperymentujące z nowymi metodami dystrybucji swojego contentu do europejskich odkrywców, którzy sześć wieków temu ryzykowali swoje życie w imię poszerzania horyzontów ludzkości:

In the first Age of Discovery, some six hundred years ago, the great European explorers stood on the rim of the known world and set sail, literally, into the unknown. Technology had given them ships equipped, although barely so, for long voyages. Science provided rudimentary navigational aids, and royal and private treasuries the financing. But what sent Bartolomeu Dias, Christopher Columbus, John Cabot and Henry the Navigator across the ocean was not just a quest for new trade routes to the East. They consciously sought to expand the horizons of humanity, to risk their lives to find a new world.

That is where we are today. We are immeasurably better equipped than our ancestors to face the challenges posed by some of the issues I have raised this evening. But we must not lose our nerve. We must be prepared to take risks and accept that we will make mistakes, sometimes very large ones. Above all we must have what those great seafaring explorers had in abundance: the courage to use the technological change that is unfolding around us to help make a better world.

Niewątpliwie, od conajmniej kilkunastu miesięcy jesteśmy świadkami istotnego wzrostu zainteresowania Nowym Światem jakim jest, dla wielkich graczy na rynku mediów, Internet. Pytanie tylko kto skorzysta na jego kolonizacji budując imperium na wzór szesnasto- i siedemnastowiecznej Hiszpanii.

Jakkolwiek romantycznie by się nie kojarzyły wyprawy, do których odwołuje się Rupert Murdoch, zapoczątkowały one kolonializm i politykę imperializmu. Przyczyny zaś tych ostatnich – między innymi przeludnienie obszarów wyżej rozwiniętych, dążenie do zmonopolizowania handlu międzynarodowego czy po prostu zwykła chęć poszukiwania drogocennych kruszców i surowców – są łudząco podobne do czynników jakie w tej chwili zmuszają konglomeraty takie jak News Corp do eksperymentów w długo ignorowanych przez nie dziedzinach. Porównanie Murdocha wydaje się więc genialną ilustracją obecnie zachodzących zmian. Chociażby w kwestii piractwa, które większości z nas kojarzy się z procederem jaki rozkwitł w rejonach Karaibów na tle rozwoju kolonializmu. Tak czy inaczej, najistotniejszym problemem związanym z mającym miejsce przełomem pozostaje wpływ tych procesów na kształt kultury Internetu. Idealnym przykładem tego zjawiska i potencjalnych zagrozeń z nim związanych są przejęcia serwisów, wokół których skupiają się duże społeczności tworzone przez internautów (NBC i iVillage oraz News Corp i MySpace).

Tomasz Goban-Klas we wspomnianym na początku notki tekście odwołuje się bowiem do esencji myśli Marshalla McLuhana, który twierdził, że technologia elektroniczna będąca medium naszych czasów "przekształca i zmienia charakter stosunków społecznych oraz wpływa na wszystkie sfery naszego życia":

Zmusza ona do ponownego rozważenia każdej idei, każdego działania i każdej instytucji, które dotychczas uznawaliśmy za podstawowe. Wszystko ulega zmianie – ty, twoja rodzina, sąsiedztwo, wykształcenie, twój stosunek do innych ludzi [...] Wszystkie media przekształcają nas całkowicie: nic nie zostanie niezmienione, nietknięte. The medium is the massage. Zrozumienie przemian kulturowych i społecznych możliwe jest jedynie wówczas, gdy rozważymy działanie mediów jako środowiska. Wszystkie media są przedłużeniem naszych zdolności – psychicznych czy fizycznych [...] Przedłużenie dowolnego zmysłu zmienia nasz sposób myślenia i działania – sposób, w jaki postrzegamy świat.

They think we’re just this old media brand…

March 12, 2006 by

W zeszłym miesiącu sieć NBC zmusiła serwis YouTube.com do zaprzestania udostępniania klipów video z popularnego programu rozrywkowego „Saturday Night Live” nadawanego w NBC od ponad trzydziestu lat.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż YouTube.com to ogromny potencjał wirusowy tworzony przez jego użytkowników, którzy każdego dnia umieszczają na nim ponad 20 tysięcy nowych klipów polecając je swoim znajomym. Większość materiałów publikowanych na YouTube.com to atrakcyjny content tworzony oddolnie przez zwykłych internautów. Wśród nich znalazły się jednak fragmenty z „Saturday Night Live”, które – jak można się było spodziewać – cieszyły się ogromną popularnością.

Krótko mówiąc, z pomocą swoich prawników, NBC zrezygnowała z możliwości darmowej promocji i dystrybucji swojego contentu w superwęźle, na którym codziennie uruchamianych jest 15 milionów strumieni video. A wszystko to po to, aby miesiąc później udostępnić on-line ten sam content w nadziei stworzenia podobnego potencjału na własnej witrynie. Według Stephen’a Andrade’a z NBC głównym powodem tej decyzji była bowiem potrzeba promocji NBC:

We were concerned about building their corporation instead of ours since it’s our video. […] We would like to make it as easy for people to share as we can, so we’re trying to provide as many tools as we can to do that. [...] We have a lot of good interesting content on NBC.com. And people don’t know it exists. They think we’re just this old media brand.

Można mieć poważne wątpliwości czy witryna NBC, jak głosi notka przy opublikowanych na niej fragmentach video, to dla użytkowników “one convenient location” i czy przychody z reklamy na niej przyniosą NBC więcej korzyści niż buzz generowany przez YouTube.com oraz jak to się ostatecznie przełoży na budowanie wizerunku NBC. Niemniej, w erze product placementu*, postępowanie NBC powinno dzwić.

Całkiem niedawno inna amerykańska sieć eksperymentująca z dystrybucją swojego contentu w Internecie również rozpoczęła udostępnianie go na własnej witrynie. CBS, bo o niej mowa, nieusatysfakcjonowana modelem oferowanym przez Google Video Store, sprzedaje obecnie odcinki popularnego show “Survivor” na swojej stronie. Jednak w przeciwieństwie do NBC, CBS nie wycofała się z innych, nie kontrolowanych przez nią, węzłów.

Funkcjonujące w sieci serwisy agregujące treści video – zarówno płatne jak i darmowe – oferują użytkownikom content o wiele bogatszy i bardziej zróżnicowany niż treści dostarczane przez którąkolwiek sieć czy stację telewizyjną. I nawet jeżeli dzisiaj nie ma pewności czy da się korzystać z ich zasięgu nie tracąc kontroli nad percepcją własnego brandu, jasne jest, że przyszłość dzisiejszych sieci telewizyjnych to rozsądna współpraca z partnerami o tak zróżnicowanym profilu jak iTunes czy YouTube.com. Wydaje się to rozumieć CBS, którego prezes – Leslie Moonves – zapytany o relację twórca/dostawca contentu odpowiedział:

They need our content, we need their technology. We argue about which is more important. I think ultimately my content – no matter how you get it, content is still the most important thing.

Opublikowany niedawno raport IBM – “The end of TV as we know it” – sugeruje, iż dystrybucja contentu “na żądanie” (on demand) stanie się w przyszłości jednym z najważniejszych źródeł przychodów dla twórców i nadawców treści multimedialnych. Różnica zaś między “starymi” i “nowymi” markami mediowymi, jeżeli w ogóle, przejawiać się będzie w otwartości i skłonności do podejmowania ryzykownych decyzji.

Jakkolwiek więc skomplikowany, z punktu widzenia dotychczasowych twórców i nadawców, nie byłby świat cyfrowej dystrybucji contentu telewizyjnego, sieci takie jak NBC czy CBS muszą eksperymentować w poszukiwaniu modeli możliwie jak najszerszej dystrybucji swojego contentu w formie jak najwygodniejszej dla jego odbiorców. Wszelkie badania nad naturą nowych mediów dowodzą bowiem, że wraz z większą kontrolą odbiorcy nad treściami przekazywanymi przez media, równolegle zwiększa się ich konsumpcja.

Świetną lekcją dla dzisiejszych pionierów niepewnie poruszających się w dynamicznie zmieniającym się krajobrazie mediów są bolesne “cyfrowe” doświadczenia branży muzycznej, która już zrozumiała główną myśl wspomnianego raportu IBM Institute for Business Value:

Companies must get in front of change… or consumers threaten to leave them behind.

* W 1982 roku, gdy twórcy „E.T.” poprosili M&Ms o pozwolenie na umieszczenie ich cukierków w filmie, M&Ms odmówił. W efekcie w filmie pojawiły się Reese’s Pieces firmy Hershey Foods Corporation, których sprzedaż po powiązanej z filmem kampanii reklamowej wzrosła o 66%. I znów nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że zaskoczona nietypową prośbą producentów firma M&Ms motywowała swoją decyzję obawą o… swój wizerunek.

Cyfrowo-internetowe tsunami

March 5, 2006 by

Edwin Bendyk, “Świat za darmo?” (Polityka, nr 9/2544, 4 marca 2006):

[...] Kluczem do zrozumienia zbliżającej się, a właściwie już trwającej rewolucji jest pojęcie cyfrowej konwergencji. Ma ono dwa znaczenia. Po pierwsze, oznacza, że na skutek rozwoju technologii komputerowych każda treść, od zwykłej rozmowy po tekst, obraz i film można zakodować w sposób zrozumiały dla mikroprocesorów, czyli zakodować jako binarny ciąg zer i jedynek. Po drugie, konwergencji ulegają kanały dystrybucji – cyfrową treść można dostarczać do odbiorcy poprzez sieć telefoniczną, sieć telewizji kablowej, satelitarnej, naziemnej, ewentualnie na krążkach CD i DVD.

Co to oznacza w praktyce? Nagle, niemal z dnia na dzień, zacierają się granice między rozdzielonymi dotychczas sferami życia i biznesowej konkurencji. W epoce przedcyfrowej operatorzy telekomunikacyjni konkurowali z innymi operatorami, telewizje naziemne z telewizjami naziemnymi, satelitarne z satelitarnymi, tygodniki z tygodnikami. To jednak przeszłość. [...] Nieuchronne otwarcie na cyfrowy świat oznacza konkurencję w zupełnie nieznanych obszarach z nieznanym często przeciwnikiem. [...]

W kleszczach dra Satana

February 14, 2006 by

William Gibson, “W kleszczach dra Satana (wraz z Vannevarem Bushem)”:

[...] W 1952, w trakcie gdy oglądałem DRA SATANA w drewnianym telewizorze, prawdziwy cyborg, cybernetyczny organizm w szerszym sensie tego słowa, cierpliwie się rodził. Patrząc w ekran, stawałem się częścią większej całości. Wszyscy się stawaliśmy. I stajemy do dzisiaj. Już wtedy rodzaj ludzki był w trakcie wytwarzania przedłużeń zbiorowego systemu nerwowego. Za jego pomocą ludzkość osiągała rzeczy wcześniej niemożliwe: widziała na odległość, widziała przeszłość, patrzyła, jak martwi rozmawiają, słysząc nawet ich słowa. Wcześniejsze obowiązujące granice świata zmysłów zostały wyraźnie zmienione i rozciągnięte. A proces ten trwał dalej i najbardziej nieprawdopodobny był całkowity brak refleksji, z jakim przeżywaliśmy te zmiany.

Cyborg z literatury science fiction był dosłownie rozumianą chimerą, krzyżówką ciała i maszyny. W rzeczywistym świecie cyborg był przedłużonym ludzkim systemem nerwowym: filmem, radio, telewizją. Spowodował zmianę percepcji tak głęboką, że nie pojmujemy jej, jak sądzę, do dzisiaj. Oglądając telewizję, wszyscy stajemy się cząstką elektronicznego mózgu. Zostajemy zmodyfikowani. W latach 80-ych, gdy “wirtualna rzeczywistość” była na ustach wszystkich, pokazywano nam obrazki… przedstawiające telewizję! Gdy treść jest wystarczająco absorbująca, nie potrzebujesz szczelnie zakrywających oczy gogli VR, by odciąć się od świata. Wytwarzasz własne. Jesteś w innym świecie. Oglądając rzeczy, które najbardziej cię interesują, nie widząc niczego innego. [...]

Tłumaczenie: Alek Tarkowski. Gorąco polecam.

Czym właściwie są “nowe media”?

January 30, 2006 by

Jacek, w swojej poprzedniej notce na marginesie rozważań na temat multimediów, zwrócił uwagę na to, że termin „nowe media” jest pojemnikiem znaczeniowym, którego zawartość zmienia się wraz z upływem czasu.

Podobnie „nowe media” definiuje Lev Manovich w artykule „New Media from Borges to HTML”. Zdaniem Manovicha nowe media to między innymi nowe podejście do otaczającej nas rzeczywistości wynikające z możliwości jakie otwierają przed nami wszelkie nowe technologie na ich wczesnym etapie rozwoju:

[…] Every modern media and telecommunication technology passes through its “new media stage”. In other words, at some point photography, telephone, cinema, television each were “new media.” This perspective redirects our research efforts: rather than trying to identity what is unique about digital computers functioning as media creation, media distribution and telecommunication devices, we may instead look for certain aesthetic techniques and ideological tropes which accompany every new modern media and telecommunication technology at the initial stage of its introduction and dissemination.

Dla ilustracji tej tezy Manovich przywołuje manifest Dogma 95 z 1995 roku oraz ruch cinéma vérité z lat 50-tych ubiegłego wieku.

Twórcy manifestu Dogma – Lars von Trier i Thomas Vinterberg – przekonani o mizernym stanie kinematografii w sto lat po jej wynalezieniu przez braci Lumière, zwracają uwagę na szczególny moment jakim jest połowa ostatniej dekady XX wieku. Swoje postulaty formułują bowiem w obliczu postępującej demokratyzacji kina. Upowszechnienie kamer cyfrowych DVC i formatów DV oraz MiniDV umożliwiło tworzenie filmów praktycznie każdemu. W obliczu takich tendencji duńscy reżyserzy nawołują do odrzucenia dotychczasowej kinematografii będącej iluzją. Podobnie ma się rzecz w przypadku „cinéma vérité”. Tutaj także motorem napędowym zmian jest nowa, bardziej poręczna (mobilna) technologia, która zachęciła twórców do wyjścia poza „sztuczne” scenografie studyjne.

Innym przykładem, którym posługuje się Manovich, jest technologia QuickTime. Zaprezentowana po raz pierwszy w maju 1991 roku była rewolucją, którą można porównać z zaprezentowanym dokładnie sto lat wcześniej przez Edisona kinetoskopem. Obie technologie miały podobne możliwości jak na swoje czasy – prezentowały krótkie filmy o niskiej rozdzielczości/rozmiarze. W obu przypadkach dotychczas statyczne obrazy “ożyły” poprzez ich sekwencyjne pokazywanie. I tak jak kinetoskop stał się prekursorem kinematografu braci Lumière (1895), tak QuickTime zapoczątkowało epokę cyfrowych multimediów (1995).

Należałoby więc stwierdzić, że zarówno estetyczne jaki ideologiczne implikacje “nowych mediów” wcale nie są “nowe”. Na pewno są odmienne od zastanych, aktualnie dominujących konwencji. Odwołując się do McLuhana i jego sztandarowej myśli, iż “przekazem dowolnego środka przekazu lub techniki jest zmiana skali, tempa lub wzorca, jaką ten środek wprowadza w ludzkie życie” (poprzez wzmocnienie lub przyspieszenie już istniejących procesów) można definiować nowe media jako media demokratyczne. Demokratyzacja ta jest nierozerwalnie związana z cyfryzacją i konwergencją, które to sprawiają, że telewizja i radio będące dotychczas ikonami kultury masowej powoli oddają coraz większą władzę widzowi/użytkownikowi. Użytkownik ten oprócz posiadania realnej możliwości wyboru (“Oglądam to co chcę, kiedy chcę”) sam staje się twórcą przekazu o ile jest tym zainteresowany (user generated content, media tworzone oddolnie).

Według Manovicha wspólnym mianownikiem ruchów opierających się na nowych technologiach jest opór przeciwko zastanym, “sztucznym” konwencjom, dążenie do możliwie bliskiego rzeczywistości realizmu (tudzież naturalizmu) i opartej na nowych mediach “bezpośredniości” (“immediacy”). W przypadku mających obecnie miejsce zmian “nowe media” to nie Internet czy telefonia komórkowa, lecz nowe podejście do charakteru istniejących już mediów (telewizji, radia, prasy). Wyraża się ono w odejściu od oligarchicznego modelu mediów masowych w kierunku modelu bardziej demokratycznego. Proces ten możemy obserwować na przykładzie Internetu, który w ogromnym stopniu zmienia oblicze mediów tradycyjnych będąc ich przedłużeniem. Kolejnym etapem jest być może pełna konwergencja mediów – telewizji, radia, prasy i Internetu. Przynajmniej tak to wygląda z naiwnego punktu widzenia pierwszej dekady XXI wieku.

Notabene, od kilku miesięcy termin “nowe media” pojawia się coraz częściej w prasie marketingowej a na nowych stronach znanych agencji interaktywnych można dowiedzieć się, że specjalizują się one w kreacji na obszarze “nowych mediów”. Całkiem niedawno też powołany został Klub Nowych Mediów przy jednej z branżowych organizacji. Wręcz trudno oprzec się wrażeniu, że rodzi się nowy hype. Tak czy inaczej – “The revolution will not be buzzword compliant” :)

Oktet Hammersley’a

January 22, 2006 by

luckybastards

Ben Hammersley podczas zeszłorocznego Les Blogs przedstawił coś co można nazwać „oktetem Hammersleya”. Jest to osiem idei, wśród nich między innymi słynna reguła „informacja chce być wolna”, które jego zdaniem zrewolucjonizują XXI wiek:

8 ideas that will revolutionize the 21st century:

1. Information wants to be free
2. Zero distance
3. Mass amateurisation
4. More is much more
5. True names
6. Viral behaviour
7. Everything is personal
8. Ubiquitous computing

Idee te są owocami rozwoju technologii informatycznych. Według Hammersley’a technologie informatyczne są szczególnie interesujące, gdyż same w sobie są podstawą ich rozwoju (lepszy software pozwala tworzyć jeszcze lepszy software). To zaś pozwala sądzić, że w przeciwieństwie do innych technologii ich rozwój, a więc potencjał ich pozytywnego wpływu na nasze życie, jest w pewien sposób nieograniczony. O ile bowiem nie możemy już naturalnymi metodami sprawić by konie biegały szybciej, o tyle jedynym zagrożeniem dla technologii informatycznych i całego dobrobytu jaki za sobą pociągają wydaje się być sytuacja, w której prawo Moore’a przestanie obowiązywać. Tymczasem technologie te, pomimo wielokrotnych zapowiedzi rychłego załamania, rozwijają się nieustannie.

Wydawałoby się więc, że wszystko jest na dobrej drodze. W rzeczywistości jednak jedynym prawdziwym ograniczeniem ich rozwoju jesteśmy my. My, czyli rządy, firmy i całe społeczeństwa. To od praw jakie ustalamy i norm jakie przyjmujemy zależy obecnie dalszy rozwój technologii informatycznych i ich wpływ na wszelkie dziedziny życia. Ilustracją dla tej tezy jest mająca obecnie miejsce walka o charakter praw autorskich, którą doskonale opisuje Lawrence Lessig w „Wolnej kulturze”. Znajdujemy się, zdaniem Hammersley’a, w punkcie zwrotnym. Proces jaki się rozpoczął będzie trwał, o ile nie zostanie przez nas zatrzymany.

Tutaj warto nawiązać do przewrotnego tytułu prezentacji Hammersley’a – „8 ideas that will revolutionize the 21st century (and why blogging isn’t one of them)”. Blogowanie nie jest częścią oktetu. W blogowaniu wyraża się każdy z jego elementów. Dlatego jesteśmy „lucky bastards”. Za dwadzieścia lat nasze dzieci mogą zapytać – „Tato, a Ty co robiłeś, gdy powstawały blogi?”. Dlatego też jesteśmy „unlucky bastards”. Bo na każdym z nas ciąży odpowiedzialność za kierunek w jakim podąży rozwój technologii i rozwój społeczeństw jako takich.

Myśl, iż tu i teraz jesteśmy uczestnikami rewolucji jest kusząca choć co zrozumiałe w wielu aspektach zjawisk jakie obserwujemy można doszukiwać się wielu wątpliwości. Warto jednak pójść za radą Josepha Jaffe – autora „Life After the 30-Second Spot”:

„I’ve never been afraid to stick my neck out and make bold predictions about the future. It’s really something I encourage based on the perfect win-win vantage point. If you’re wrong, most people don’t remember, however if you’re right, you can milk it till the cows come home.”

Załóżmy więc przez chwilę, że istotnie jesteśmy u progu rewolucji. Nie mam pewności czy termin „oktet Hammersley’a” przejdzie do historii, ale na wszelki wypadek warto obejrzeć nagranie z jego prezentacji. Kto wie, może będzie o czym opowiadać wnukom* :)

* No może poza fragmentem, w którym Hammersley nawiązuje do wspaniałej tradycji Wielkiej Rewolucji Francuskej.


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.