McLuhan i radio

By Jacek Karaszewski

out1

out2

[powyżej: kto by pomyślał, że outdoor ma kanał zwrotny? (zdjęcia wykonał Marcin)]

Czy zastanawialiście się kiedyś nad niezwykłą mizerią polskiego rynku radiowego, na którym jakikolwiek odważniejszy projekt skazany jest na porażkę (najlepszym przykładem będzie zapewne casus Radiostacji), a formaty wiodących stacji można streścić w słowach ‘oby-tylko-nie-przeszkadzać-paniom-w-biurze’?

Oto, co pisał o radiu już w roku 1964 Marshall McLuhan (w swoim dziele “Zrozumieć media. Przedłużenia człowieka”):

[...] firmy pamiętają o tym, żeby środki przekazu miały jak największy odbiór, niezmiennie zadowalają się “rozrywką”, uznając to za strategię zapewniającą bezstronność. Nie dałoby się wynaleźć bardziej spektakularnej metody chowania głowy w piasek, gdyż absolutnie każdemu środkowi przekazu zapewnia ona maksymalny zasięg. Wykształcone społeczeństwo zawsze będzie za korzystaniem z prasy, radia i filmu w celu przedstawienia kontrowersji lub różnych punktów widzenia, co w rzeczywistości osłabia działanie nie tylko prasy, radia i filmu, ale również książki. Komercyjna strategia związana z rozrywką automatycznie zapewnia w wypadku każdego medium maksymalną szybkość i siłę jego oddziaływania zarówno na życie duchowe, jak i społeczne. Staje się ona w ten sposób komiczną strategią mimowolnej samolikwidacji, realizowaną przez tych, dla których najważniejsza jest trwałość, a nie zmiana.

Trafność i aktualność sformułowanych czterdzieści lat temu przez McLuhana tez jest zaskakująca.
Zostawmy jednak na chwilę warstwę treści oraz polski rynek radiowy, a zajmijmy się samym medium. McLuhan pisał:

Na większość ludzi radio oddziałuje bardzo silnie (“z przywołaniem”), oferując świat milczącego porozumienia pomiędzy pisarzem-spikerem a słuchaczem. Chodzi właśnie o tę bezpośredniość radia. Osobiste doświadczenie. Odbierana podświadomie głębia radia jest naładowana rozbrzmiewającymi odgłosami plemiennych rogów i starożytnych bębnów. Tkwi to w istocie tego środka przekazu, z jego siłą przekształcania psychiki i społeczeństwa w jedną kabinę pogłosową. Rezonansowy wymiar radia był przez scenarzystów, z kilkoma tylko wyjątkami, lekceważony. Słynna audycja Orsona Wellesa o inwazji Marsjan była zwykłym pokazem wszechogarniających, całkowicie angażujących możliwości odbioru słuchowego, zapewnianego przez radio. Dopiero Hitler potraktował serio tak rozwinięte przez Orsona Wellesa radio.

Dalej McLuhan stwierdza, że Hitler doszedł do władzy wyłącznie dzięki oddziaływaniu radia i że nie doszłoby do tego w czasach telewizji. Ta koncepcja może wydać się naciągana, ale wystarczy przypomnieć sobie Radio Tysiąca Wzgórz (RTLM), które odegrało kluczową rolę w wywołaniu masakr w Rwandzie w 1994 przez bardzo skuteczne budowanie atmosfery nienawiści.

W pracach McLuhana interesujące jest to, że zupełnie abstrahuje on od treści (czyli – nie było ważne, czy idee Hitlera są nośne, ważne, jakie medium je przekazywało), a skupia się wyłącznie na oddziaływaniu środków przekazu na nasz układ nerwowy.

Do tematu małego znaczenia treści w procesie rozprzestrzeniania przekazu będziemy zresztą tutaj często wracać.

One Response to “McLuhan i radio”

  1. Robert Drózd Says:

    Przyczyny mizerii polskiego rynku radiowego szukać można w sypialniach prezesów i właścicieli stacji radiowych. Przed snem czytują oni zestawienia słuchalności i zasięgu, przez co wszystkim się śni, że zasięg im się podniesie, gdy tylko jeszcze bardziej spłaszczą format. Żadna stacja nie ma w założeniach “osiągnęliśmy 4% i to chcemy utrzymać na chwałę słuchaczom”.

    Mcluhan pisze o radiu jako o medium słowa – obecnie to głównie medium papki reklamowo-muzycznej, dzięki któremu nie słychać szumu wentylatorów. Ale to jak silne może być słowo, pokazuje nam RM, ze słuchalnością znacznie niższą od liderów, to oni mają największy wpływ na opinię publiczną.

    Ciekawy blog. :) Zassałem RSS i zamierzam wracać. :)

Leave a Reply