Internet – współczesne targowisko

by

Parę tysięcy lat temu był sobie rynek. Nieważne gdzie. Z zamorskich krajów wracali kupcy, wiozący przyprawy, jedwabie, szlachetne i magiczne kamienie. Ze spalonych słońcem piasków przybywały karawany objuczone daktylami i figami, przywożąc węże, papugi, małpy, dziwną muzykę, dziwne opowieści. Rynek stanowił centrum miasta, jego jądro, omphalos. Jak przeszłość i teraźniejszość, ulokował się na rozstajach dróg. Ludzie wstawali wcześnie i szli na rynek kupić kawę i jarzyny, jaja i wino, garnki i dywany, pierścienie i naszyjniki, zabawki i łakocie, miłość, sznury, mydło, wozy i furmanki, beczące kozy i złośliwe wielbłądy. Szli tam, by patrzeć, słuchać i wpadać w zachwyt, kupować i bawić się. Lecz szli głównie po to, by spotkać innych i porozmawiać. Na rynku rozwijał się język. Stawał się odważniejszy, bardziej urozmaicony. Skrzył się i przeskakiwał od jednego umysłu do drugiego. Pobudzany przez ciekawość i natężoną uwagę, podejmował zdumiewające ryzyko, o jakim nikt nie odważał się myśleć, budował od podstaw całe cywilizacje.

“Manifest www.cluetrain.com”

1. Różnica między komunikowaniem a komunikowaniem się

Komunikowanie to proces przekazywania informacji, idei, emocji i umiejętności wymagający istnienia przynajmniej dwóch jego uczestników pełniących role nadawcy i odbiorcy. Najprostszym rodzajem aktu komunikowania jest komunikowanie twarzą-w-twarz z pominięciem środków przekazu, takich jak prasa, radio czy telewizja. Rozpoczyna się on od nadawcy, który emituje zakodowany przekaz a kończy na odbiorcy, który z kolei stworzony w ten sposób komunikat odkodowuje i interpretuje. Proces ten obrazuje linearny model komunikowania pomijający jednakże fakt, iż zazwyczaj zarówno nadawca jak i odbiorca tworzą komunikaty równolegle kodując i dekodując znaczenia, prowadząc w istocie dialog. Dobrze ilustruje tą (nieznaczną jakby się wydawało a jak się okazuje fundamentalną) cechę aktu komunikacji „Słownik języka polskiego”, w którym komunikowanie to „podawanie czegoś do wiadomości, przekazywanie jakiejś informacji, zawiadamianie o czymś”, gdy z kolei komunikowanie się to „utrzymywanie z kimś kontaktu, porozumiewanie się”. Dopiero równoległe kodowanie i dekodowanie sprawia, iż pomiędzy uczestnikami aktu komunikacji tworzy się specyficzna relacja będąca gwarancją obustronnego zrozumienia. […]

Oczywiście, aby tak się stało konieczne jest, ażeby zarówno nadawca jak i odbiorca używali tego samego kodu (systemu znaków, który obaj znają i do którego się odwołują). Istnieje więc ryzyko, iż uczestnik aktu komunikacji, pełniący w danym momencie rolę odbiorcy, błędnie zinterpretuje znaczenie komunikatu. Wydaje się to jednak mniej istotne w obliczu utrudnienia jakim może być niemożliwość nadania komunikatu zwrotnego. Komunikat zwrotny bowiem pozwala odbiorcy upewnić się co do intencji nadawcy a co za tym idzie w dużym stopniu zmniejsza ryzyko błędnej interpretacji komunikatu. Trudno wyobrazić sobie komunikowanie twarzą-w-twarz pozbawione możliwości odpowiedzi. Jest to bowiem schemat, który kojarzy się jednoznacznie z sytuacjami, w których uczestnicy aktu komunikacji nie są równoprawnymi jego uczestnikami. Przykładem tego typu sytuacji jest choćby relacja przełożony-podwładny czy też w bardziej skrajnej formie – pan-sługa. Wydaje się, że tego rodzaju relacje, w których nieistotne jest obustronne zrozumienie a proces komunikacji służy tylko jednemu z jego uczestników, są sytuacjami jakich w codziennym życiu wolelibyśmy unikać. Tymczasem, w wyniku całego procesu przemian od wynalezienia pisma, poprzez rewolucję Gutenberga i rewolucję przemysłową, ludzkość zaakceptowała ten rodzaj komunikacji. Wyraża się on między innymi w rozwoju mediów masowych i charakterystycznych dla nich modelach marketingowych oraz działaniach w sferze public relations. […]

2. Krótka historia masowego marketingu

Rozwój kolei pod koniec dziewiętnastego wieku pozwolił nam wejść w erę globalizacji, wielkich linii montażowych, gospodarki skali i ogromnych profitów. Doprowadziło to do dynamicznych zmian we wszystkich obszarach życia człowieka. Począwszy od masowej produkcji, poprzez środki masowego przekazu po masowy marketing. W odpowiedzi na potrzeby konsumentów i konkurencję rozwijające się dynamicznie przedsiębiorstwa wprowadzały nowe wyroby zwiększając ich różnorodność, rozwijając równolegle nowe narzędzia pozwalające im efektywniej komunikować się wewnątrz organizacji (zarządzanie) i klientami (marketing). Czyniły to za cenę biurokracji, nadmiernej specjalizacji i ogromnej przepaści między kupującymi a sprzedającymi. Dehumanizacja handlu, wyrażająca się w ignorancji jaką zaczął przejawiać on wobec naturalnej rozmowy, jest wynikiem jego separacji od codziennych problemów prawdziwych ludzi. Nie jest odkrywczym stwierdzenie, iż w dzisiejszych czasach prawdziwą sztuką jest poprawne zdefiniowanie potrzeb konsumentów, umożliwienie ich realizacji i skuteczne zakomunikowanie tych cech produktu czy usługi. Wymaga to udziału wielu wyspecjalizowanych pośredników: agencji reklamowych, domów mediowych, firm public relations, instytucji badawczych i oczywiście mediów. Konstruowane w ten sposób komunikaty dystrybuowane są za pomocą mediów nie posiadających kanału zwrotnego (prasa, radio, telewizja). Jego brak jest zarazem przyczyną i skutkiem dominującego obecnie modelu komunikacji. Model ten, zakładając przepływ informacji w jedną stronę – od nadawcy (firmy) do odbiorcy (konsumenta), sprawia, iż cel aktu komunikacji jest stricte perswazyjny a firmy i konsumenci od wielu dziesięcioleci nie są jego pełnoprawnymi uczestnikami. Siła jaką dysponują przedsiębiorstwa jest ogromna. Konsumenci zaś pozbawieni są możliwości wymiany informacji, zwłaszcza między sobą. […]

3. Internet jako medium wzmacniające kontakt

W 1962 roku Marshall McLuhan w swojej książce „The Gutenberg Galaxy: The Making of Typographic Man” opisał wizję “globalnej wioski”, w której masowe media elektroniczne umożliwiają ludziom komunikację na masową skalę obalając tym samym wszelkie bariery czasowe i przestrzenne. W rzeczywistości dopiero Internet, w jego obecnym kształcie, jest ucieleśnieniem tej idei. Łączy on trwałość danej informacji, szybkość jej przekazywania, dostępność i multimedialność. Krótko mówiąc zmienia on system komunikowania między ludźmi równolegle zmieniając charakter relacji między nimi. Jak pisze Tomasz Goban-Klas – „Komunikowanie międzyludzkie w środowisku elektronicznym ma zupełnie nowe cechy i wywołuje nowe zjawiska” . Goban-Klas pisząc o trwającej od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku rewolucji technologii informacyjnych, powołuje się na słowa Manuela Castellsa, iż w ostatnim ćwierćwieczu rozpoczęła się radykalna transformacja sposobów w jaki „myślimy, produkujemy, konsumujemy, handlujemy, zarządzamy, komunikujemy się, żyjemy, umieramy, prowadzimy wojnę i w jaki kochamy się” .

Wpływ Internetu na produkcję i konsumpcję jest oczywisty. Otwiera on przed producentami dóbr i usług niespotykane dotychczas możliwości. Jest też jednakże czymś co nieodwracalnie burzy tradycyjny już model komunikacji między przedsiębiorstwami a ich klientami (konsumentami). Interpretując Internet jako medium w duchu McLuhana można stwierdzić, iż eliminując cenzurę i monopol informacyjny, wzmacnia on kontakt wprowadzając interakcję między nadawcą i odbiorcą na skalę niewyobrażalną w dawnym modelu mediów. Krótko mówiąc jest pierwszym medium masowym posiadającym kanał zwrotny. Można krytycznie analizując wpływ Internetu na nasze życie podkreślać jego anarchizującą stronę. Łamie on bowiem wiele tradycyjnych barier, które określały ład w społeczeństwie, przedsiębiorstwach czy rodzinie. Jednak jednocześnie jest on receptą na największe wady świata massmediów. Przede wszystkim doprowadził on do sytuacji, w której konsumenci zorientowali się w sile jaką dysponują. […]

4. Rynki to rozmowy

[…] Burząc dawne podziały i hierarchie Internet pozwala im komunikować się w sposób prosty, bezpośredni i otwarty a przede wszystkim szczery. Jest to język tak odmienny od wytworzonej przez lata praktyk marketingowych nowomowy biznesowej (którą starają się wpływać na nasze zachowania producenci dóbr i usług), iż „rynki w Sieci nie mają szacunku dla firm, które nie potrafią lub nie chcą mówić tak jak one” . Marketing definiowany jako świadomość, że klient i jego oczekiwania to najważniejszy element biznesu musi nauczyć się mówić ludzkim głosem. Problem polega na tym, że jest to możliwe jedynie wtedy, gdy firmy „pozwolą prawdziwym ludziom wypowiadać się w ich imieniu” . Dysproporcja pomiędzy rozmowami jakie prowadzą między sobą użytkownicy Internetu a językiem notek prasowych tworzonych w pocie czoła przez pracowników firm public relations jest bowiem ogromna.

O ile dawniej to co konsumenci myśleli o danym produkcie lub usłudze miało ograniczony wpływ na jego sprzedaż i wizerunek, w Internecie pozbawionym granic jest dla sprzedaży i wizerunku krytyczne. Przy coraz większej nieufności do działań marketingowych, dramatycznie zwiększającym się szumie reklamowym, opinia zwykłego użytkownika sieci staje się jednym z głównych motywów decyzji o zakupie danego produktu lub usługi. A opinii tych jest wiele i są dostępne na wyciągnięcie ręki. Dynamiczny rozwój narzędzi ułatwiających wyszukiwanie interesujących nas treści pozwala nam w śmiesznie krótkim czasie wyrobić sobie odpowiednie zdanie na każdy temat. Najpopularniejsza obecnie wyszukiwarka internetowa Google na zapytania o rozmaite produkty udziela informacji o setkach tysięcy stron, z których niewielki tylko procent to witryny, na których zawartość mają wpływ producenci tych dóbr czy usług. Łatwość z jaką można opublikować dowolną opinię w sieci na powrót sprawia, że jedną z najważniejszych cech produktu jest jego jakość. W świecie Google każda kampania reklamowa sprzedająca wadliwy produkt szybko znajdzie swój zwielokrotniony negatywny efekt w sieci. […] Parafrazując znane powiedzenie można stwierdzić, iż obecnie obraz w sieci jest wart tysiąc 30-sekundowych spotów reklamowych. […]

Fenomen mediów tworzonych oddolnie (consumer-generated-media, mediów tworzonych przez konsumentów) takich jak blogi tworzy kanał zwrotny o sile, która może z powodzeniem konkurować z kosztowną kampanią reklamową. […] Jak piszą w jednej z 95 tez twórcy „Manifestu http://www.cluetrain.com”, „firmy mogą teraz bezpośrednio kontaktować się ze swoimi rynkami. Jeśli marnują tę okazję, gubią ostatnią szansę” . […] Nie ulega wątpliwości […], że Internet przybliżył nas ponownie do „starożytnego targu”, na którym rozmowa a więc komunikowanie się jest podstawą każdej udanej transakcji.

Niniejsza notka składa się z fragmentów pracy mojej narzeczonej o tym jak Internet sprawia, że sprzedawcy dóbr i usług po setkach lat komunikowania zmuszeni są powrócić do dialogu z konsumentami. Wszelkie uwagi mile widziane.

3 Responses to “Internet – współczesne targowisko”

  1. Karol Błażewicz Says:

    Konstruowane w ten sposób komunikaty (… – aż do końca paragrafu) zwłaszcza między sobą. […]

    Taaaaa … Jak kupuję coś w sklepie, to ciągle słyszę “Pani tego nie kupuje, bo …”, “Sąsiadka mówiła, że to jest dobre …”. Wujek Stasiek zachwalał dealera Skody, który niedawno “się otworzył”. Byłem w nowym mieszkanku koleżanki z liceum i zapytałem, skąd ma takie pyszne ciasto. Nie wiem, czy kiedykolwiek było inaczej. Od zarania dziejów byli cwaniacy, którzy umieli wcisnąć “szmelc” i zarabiali na tym krocie. Pieniądz ułatwił wymianę, ponieważ zlikwidował konieczność zaistnienia podwójnej zgodności potrzeb (ja Ci daję kurę, a Ty mi 5 jabłek). Internet jest kulminacją globalizacji przepływu informacji – mogę swobodnie gadać z ludźmi z drugiego końca świata, choć i moi dziadkowie tak mogli – penfriend to nie jest najnowsze określenie.

    Komunikacja w drugą stronę istnieje i istniała. Chociażby przez niekupienie czegoś, tzw. głosowanie portfelem. Duże firmy mają siłę? Ok, ale nikt mi nie każe robić zakupów w Biedronce, choć faktycznie jest najbliżej i jest najtańsza. I ma zabawne reklamy (jogurt z biedronki) :) No i ładne, młode dziewczyny tam pracują. I muzyka jest …

    Ta praca Pańskiej/Twojej narzeczonej “ma być” czy “ma być dobra”? Bo rozumiem, że ludzie (kobiety chyba ciut częściej) stosują uogólnienia, przejaskrawienia i uproszczenia, ale … Tak gwoli wyjaśnienia, to ja ogólnie niekumaty jestem, jeżeli chodzi o reklamę (która jest elementem promocji, czyli istotną częścią informacji, jakie “wysyła” firma). Mumio może być bardzo bardzo bardzo zabawny, ale ja i tak zostanę w Idei/Orange. Wielu naszych posłów też jest zabawnych, ale wolałbym, żeby z Wiejskiej nie robili wsi, wobec czego na nich nie głosuję. Tak, lubię te moje złudzenia, że to coś zmieni :D

    To są tylko moje opinie, uwagi i przemyślenia: wiem, jak się pisze magisterki i inne takie ;-)

    Mówienie, że dawniej tak nie było, przypomina mi wspominanie “dawnych czasów” przez moich dziadków i rodziców. Oni żyli w czasach, kiedy rzeki były czyste, a młodzież kulturalna. Tyle tylko, że przy innych okazjach słyszę historie, jak to w dzieciństwie ich jakiś gówniarz okradł, pobił, zbluzgał … A Tata w rzece ponoć filmy wywoływał, tyle zawierała chemikaliów.

    Kupuję obrania Reserveda, bo dwa poprzednie zakupy w jednym z salonów tej marki były udane i pracująca tam dziewczyna znała się na rzeczy, potrafiła doradzić, miała pomysły, które mi nie wpadły do głowy. Nie mam bladego pojęcia, jak wygląda ich strona www, a bilboardy-giganty z wyrobami ich lub konkurencji nie robią na mnie wrażenia. Na to, czy te ciuchy są szyte w sweat-shopach w Chinach też nie mam wpływu … I może nie chce tego wiedzieć.

    Ok, notki prasowe brzmią często sztucznie, ale często też dotyczą b2b, więc taki formalny jerzyk jest obowiązkiem, a nie wyborem. Heyah z G7, Mr Esz i spółką mówi głosiczkiem aż za bardzo ludzkim. A o trendseterach słyszeliście? To tacy ludzie, którzy “w imieniu” firmy X, Y lub Pepsi robią pozytywny buzz wokół danej firmy/marki/produktu* (niepotrzebne skreślić)

    O ile dawniej to co konsumenci myśleli o danym produkcie lub usłudze miało ograniczony wpływ na jego sprzedaż i wizerunek OMG! Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to uprzedzenia rasowe/pochodzeniowe: żydowskie/ruskie/amerykańskie* (do wyboru) rzeczy były super lub “be” w zależności od okresu historycznego i wyznawanej lub panującej ideologii. Peer pressure nadal działa raczej face2face a nie via net (Na mnie nie bardzo działa w ogóle … Jakiś nieczuły jestem ;-) ).

    W świecie Google każda kampania reklamowa sprzedająca wadliwy produkt szybko znajdzie swój zwielokrotniony negatywny efekt w sieci.
    Jeden z ostatnich przebojów Apple: self-engraving iPod Łatwo się rysował, ale nie wpłynęło to jakoś strasznie na sprzedaż (wg oficjalnych źródeł i tak nie mogli nadążyć z produkcją i wysyłaniem kolejnych partii iPodów do sklepów). Ok, można powiedzieć, że info np. o ukrytych wadach lub problemach z urzytkowaniem jest dostępne dla osób, które będą chciały trochę poguglować, albo wierzą jakiejś grupie/społeczności, która wyraża opinie o różnych rzeczach (hackerska/crackerska zasada “break once – run everywhere” w przypadku bubli też się sprawdza). A czy ta grupa ludzi mieszka w tej samej wsi, czy za oceanem, to nie jest tak istotne. Bardziej liczy się ich autorytet w danej społeczności. Są osoby, które mają poważanie prawie na całym świecie – papież, czasem jakiś guru biznesowy, lub inna postać medialna – ale oni są daleko i mi nic nie zrobią, jak ja mimo ich negatywnej opinii zrobię coś, co oni krytykują.

    Rozmowa sprzedawca-klient cały czas się odbywa, a to, czy i jakie są wyciągane z niej wnioski to inna bajka. Panu sprzedającemu marchewkę na rynku mogą się nie spodobać moje sugestie dotyczące jego biznesu i towarów, jakie oferuje, a może wziąć sobie do serca sugestie klientów. Wysyłając maila lub dzwoniąc do firmy mogę otrzymać pomoc, lub nie. Może moje uwagi zostaną przyjęte, ale np. ktoś z top-managementu stwierdzi, że oni i tak zrobią po swojemu (co miało miejsce i w erze przedinternetowej). A może szefostwo stwierdzi, że wolą zadowolić 80% klientów istniejącym produktem niż wypuszczać dodatkowe wersje, żeby przyciągnąć dodatkowe kilka procent (ciekawe, jak będzie z koncepcją longTail – jest to moim zdaniem warte obserwacji).

    Poniższe stwierdzenie wyczytałem w “22 niezmiennych prawach marketingu” (Google podpowiada, że w “Wielkie Marki. Wielki Kłopot. Jak uczyć się na błędach innych?” też było):
    “Obiektywna rzeczywistość nie istnieje. Nie ma czegoś takiego, jak fakty. Nie ma najlepszych produktów. W świecie marketingu istnieją tylko formy percepcji w umysłach klientów i potencjalnych nabywców. Postrzeganie jest jedyną rzeczywistością. Reszta to złudzenie.” Pod tym względem nie jest istotne, czy to złudzenie jest tworzone przez firmę, jej klientów, jej konkurencję, czy organy regulujące rynek.

    No to się wyżyłem :-) Ja też poproszę o komentarz tudzież konstruktywną krytykę mojej krytyki. I literówki radzę poprawić – “ćwierczwieczu”.

    Pół prawdy to czasem wielkie kłamstwo, kłamać może każdy, czasem nawet bez widocznego powodu albo nieświadomie: http://www.e-biznes.pl/inf/2006/15798.php, http://www.idg.pl/news/87765.html
    – “50% wyższe przychody Yahoo za 2005 rok”. A natomiast http://wirtualnemedia.pl/document.php?id=597816
    … I komu tu wierzyć?

    Pozdrawiam i życzę powodzenia :-)

  2. Jacek Karaszewski Says:

    Zostawmy może na boku iluzję “reklama na mnie nie działa / jestem panem własnych wyborów” (dość powszechną, co prawda). Krótko – jeśli ktoś podejmuje decyzję pod wpływem reklamy, to najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy, a prawda jest taka, że za jego “wolnym wyborem” najczęściej stoi utrwalony w podświadomości przez reklamy komunikat.

    Komunikacja w drugą stronę istnieje i istniała. Chociażby przez niekupienie czegoś, tzw. głosowanie portfelem.
    To nie jest komunikacja – mnóstwo producentów upadło/upadnie zupełnie nie zdając sobie sprawy z powodów niepowodzenia. Czy to dział marketingu coś zawalił? Czy dyrektor sprzedaży nie wykonał planu? Czy coś było nie tak z produktem? Obecnie najczęściej wystarczy wpisać w Google nazwę świeżego bankruta, aby przekonać się jaka była przyczyna upadku.
    Ważniejsze jest jednak to, że głosowanie portfelem to głos indywidualny – i to głos klienta, który najczęściej nabrał się już na bubel. Kanał zwrotny, jaki udostępnia nam Internet, pozwala wszystkim zainteresowanym na zapoznanie się z naszym głosem i na podjęcie decyzji przed zakupem.

    Informacje o tym, że słynne kłódki Kryptonite da się otworzyć długopisem, a poziom obsługi klientów oferowany przez Della jest katastrofalnie niski to tematy zbyt błahe dla massmediów – ale wystarczy wpisać w Google nazwy producentów, aby od razu trafić na takie i podobne historie. I zrezygnować z transakcji.

    Rozmowa sprzedawca-klient cały czas się odbywa, a to, czy i jakie są wyciągane z niej wnioski to inna bajka.
    Rozmowa sprzedawca-klient odbywa się od zawsze, problem w tym, że najczęściej sprzedawca nie jest producentem i nie ma żadnego wpływu na produkt. Internet pozwala na komunikację bezpośrednio z producentem (jeśli producent chce słuchać) i wyeliminowanie pośredników. Nie musisz już zatrudniać firm badawczych, żeby dowiedzieć się, co słychać u Twoich konsumentów (oczywiście w tym miejscu upraszczam).

    Najważniejsze jest jednak to, że Internet dramatycznie zwielokratnia siłę opinii komsumentów – jeśli produkt jest doskonały, to producent prawdopodobnie zyska na pozytywnym feedbacku zadowolonych klientów. Jeśli jednak sprzedaje buble i posługuje się kłamstwami, to może być pewien, że prędzej czy później wzmocniony przez Internet głos konsumentów go zniszczy.W czasach mediów z kanałem zwrotnym kłamać jest po prostu znacznie trudniej. W odróżnieniu od zasady „caveat emptor”, teraz to sprzedawca musi uważać.

    Dwa drobiazgi:
    1. nie wiem, jak informacje o łatwo rysujących się wyświetlaczach iPod Nano wpłynęły na sprzedaż, ale ja nie kupiłem Nano właśnie z tego powodu (weźmy też pod uwagę wpływ prawdziwego kultu Apple na zachowania konsumentów, którzy często kupują nowe produkty spod znaku jabłka w ciemno).
    2. nie mam tutaj żadnych twardych danych, ale uważam, że trendsetterzy są przeceniani z bardzo prostego powodu – ich zadaniem jest udawanie pasji i emocji, a to jest bardzo trudno podrobić. Dość wspomnieć o tworzonych przez agencje reklamowe dla klientów blogach, które w 99% przypadków przynoszą negatywny skutek właśnie dlatego, że są nieautentyczne.

  3. Michał Says:

    Rozmowa sprzedawca-klient cały czas się odbywa

    …i zawsze odbywała się. Inną zupełnie sprawą jest rozwój wiedzy w dziedzinie komunikacji. Dziś model linearny jest po prostu nie do utrzymania, niezależnie od tego jaką “użyteczność” dla niego znajdziemy.
    Prosty model zapomina o komunikacji między klientami, zapomina o szumie Shumanna o którym też tu zdaje się było. Dziś trzeba projektować komunikat tak, by zdawać sobie sprawę, z tego iż Pani Goździkowa oglądając reklamę Ariela, może akurat w ogóle nie patrzeć w TV znad swego talerza z grzybową ;-)
    To że informacja zwrotna nie dociera często do nadawcy pierwszego komunikatu (reklamodawcy), to że nie usłyszy jak Goździkowa wrzeszczy do TV “oszukujecie, to nigdy nie było takie białe”, nie znaczy, że rozmowa nie miała miejsca.

    Bardzo ciekawy blog, właśnie na jednym z forów wplotłem się w dyskusję o komunikacji i po sieci wyszukiwan trafiłem tu. Nie znalazłem informacji, której szukałem, ale blog ten dodaję do swego agregatora ;-)

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do swojego podcastu:
    http://kreatywnosc.demiurg-studio.com

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: